Nie potrafię pisać, nie potrafię zebrać myśli, nie potrafię nic... Nie wiem kiedy wrócę do blogowania, nie mam bladego pojęcia kiedy zacznę znowu być Niebieskooką.
Moje życie zmieniło się. Jestem sama, kolejny raz 4 Niebieskooki mnie zostawił. Tym razem na dobre. Wypłakałam już wszystko, nauczyłam się budzić i zasypiać. Zostało tylko jedno - totalny brak zaufania. Nie chce już nigdy doświadczyć tego co mnie spotkało. Teraz marzy mi się przyjaźń, taka prawdziwa - z krwi i kości.
Dziś spadł mi Anioł z Nieba! Niesamowite ile gest jednej osoby może uczynić mi radośći i uśmiechu... :* Kochana, dziękuję za najcudowniejszy prezent pod słońcem! :*
Ostatnio ciągle mam problem z czasem. Mam go zdecydowanie za mało. Ucieka mi gdzieś przez palce.
Przez zastrzyki, które musiałam brać moje pośladki wyglądają jak po wojnie, siniak na siniaku i potworny ból. Przed każdym zastrzykiem bałam się jak dziecko. Pielęgniarka, która mi je podawała nie miała za grosz wyczucia, wbijała igłę z rozpędu na dodatek kręciła nią na wszystkie strony. Efekt jest taki, że zrobiły mi się zrosty i okładanie ich altacetem ani nagrzewanie nic nie pomaga. Nie wzięłam wszystkich zastrzyków, bo chyba bym umarła, wezmę resztę jak podleczę pośladki i na pewno nie będzie podawać mi ich ta pielęgniarka...
Od wczoraj czuje jakbym miała się rozpaść. Mam wysoką temperaturę, ból gardła i potworny katar. Wieczorem wzięłam tabletki i wypiłam grzane piwo z miodem. Gorączka po jakimś czasie opadła i poczułam się o niebo lepiej, no ale niestety w nocy teperatura ponownie się podniosła. Przypuszczam, że gdyby nie wczorajszy grzaniec to byłoby jeszcze gorzej. Mam nadzieję, że do jutra rozejdzie mi się to po kościach.
Przyszły weekend mam wolny pierwszy raz od miesiąca... Na mojej cudownej uczelni zajęcia miałby się odbywać co dwa tygodnie, ale jakoś im to nie wyszło i obdywają się mniej więcej co tydzień. :/ Jestem tym zmęczona. Niby w grudniu mamy tylko jeden zjazd, ale za to teraz musimy zapierdzielać jak małe mrówki.
Jeszcze wczoraj mój Niebieskooki strzelił na mnie focha. :| Nie cierpię jak ktoś się na mnie obraża, jak się zachowuje tak oschle.